Przez 10 lat pracowałam w marketingu w dużych firmach. Z bliska, współpracując z działami sprzedaży, obsługi klienta i z agencjami, widziałam jak naprawdę działa biznes od środka. Nie tylko marketing. Cały chaos i wszystkie procesy, które się o siebie zazębiają.
Potem odeszłam z korporacji i zaczęłam prowadzić własny biznes. Sama. I poznałam ten drugi ból od podszewki: milion pomysłów, zero czasu, wszystko na jednej głowie.
Wtedy weszło AI. Nie jako ciekawostka, tylko jako sposób, żeby wreszcie odetchnąć. Wdrożyłam to najpierw u siebie. Dziś buduję to dla innych.
To, co buduję, nie jest projektem na kolanie. Budowanie agentów, które naprawdę pracują w firmie, ma swoją nazwę: agentic engineering, i swoje zasady, które biorę od Anthropic, twórcy Claude, na którym stoi Mira. Zanim jakikolwiek agent trafi do klientki, sama próbuję go złamać: sprawdzam, czy da się z niego wyciągnąć jej dane albo zmusić go, żeby wysłał coś bez jej zgody. Nic nie idzie dalej bez testów i drugiej pary oczu. A jak czegoś nie da się zrobić dobrze, mówię to wprost, zamiast obiecywać złote góry.
Nie uczę AI w teorii. Sama przez to przeszłam i wdrażam to u siebie. praktyka, nie teoria